Ślady pamięci po męczennikach i księżach ocalonych z czasu wojennej zagłady

Okres wakacyjny sprzyja wędrówkom. W ostatnich latach, na dobre w naszej świadomości zagościła wiedza nie tylko o szlakach przyrodniczych, mających charakter ściśle krajoznawczy, ale także o szlakach historycznych poszerzających naszą wiedzę o dziedzictwie narodowym, które wyznaczane są od jakiegoś czasu coraz częściej.

W krajach naszego kontynentu turystyka historyczna istnieje od dawna, a szlaki związane z różnymi wydarzeniami dotyczącymi minionej przeszłości cieszą się wielką popularnością odwiedzających. Są dobrze przygotowane i mają rozbudowane strony internetowe, które umożliwiają każdemu poszerzenie wiedzy historycznej i wybranie tras przeznaczonych do późniejszego indywidualnego zwiedzania.

W Polsce obecnie uczestniczymy nie tylko w współtworzeniu takich szlaków o zasięgu europejskim, ale także nasze rodzime władze samorządowe starają się wytyczać interesujące „drogi edukacyjne” przybliżające wiedzę historyczno-kulturową. Pisząc o turystyce historycznej nie sposób pominąć pojęcia tzw. „pedagogiki pamięci” lub „pedagogiki miejsc pamięci”, które utożsamiane były dotychczas z działaniami edukacyjnymi na terenach byłych miejsc zagłady i w muzeach utworzonych w miejscach dawnych obozów koncentracyjnych, które będąc cmentarzami, są jednocześnie pomnikami przeszłości, upamiętniającymi ofiary reżimu narodowego socjalizmu. Tak też tłumaczone jest to pojecie w działaniach podejmowanych  rzez, T. Kranza, dyrektora Państwowego Muzeum na Majdanku, mówiącego iż:„pedagogika pamięci rozwijała się przede wszystkim w ramach działalności muzeów w byłych obozach oraz edukacji pozaszkolnej prowadzonej przez różne podmioty oświaty”.

W niemieckojęzycznej literaturze przedmiotu istnieje także pokrewne do „pedagogiki pamięci” wyrażenie, tłumaczone jako „kultura pamięci”, które jednak wykorzystywane jest nie tylko do określania i upamiętniania wydarzeń związanych wyłącznie z okresu II wojny światowej. Według cytowanego powyżej T. Kranza zawierają się w nim:„charakterystyczne dla danej społeczności treści i formy dotyczące kultywowania pamięci o dziejach przeszłych. (…) Obejmują więc zarówno ogólnie akceptowane postaci i wydarzenia historyczne, które są przedmiotem upamiętniania publicznego, jak i powszechnie przyjęte symbole i rytuały, za pomocą których okazywany jest na zewnątrz stosunek do przeszłości”. Formy te dotyczyć więc mogą ogółu szlaków edukacyjnych stanowiących rodzaj nośnika utrwalającego nasze dziedzictwo i tożsamość, który jednocześnie umożliwia zwiedzającym, przez czynny ich udział w warsztatach edukacyjnych, wykładach i konkursach, zapoznanie się z dziejami postaci związanych z poznawanymi miejscami. Dzięki temu łatwiej jest wykazać w gąszczu faktów historycznych, iż dzieje naszego kraju, województwa, gminy, czy miejscowości, nie są ani ubogie, ani nieciekawe. Promowanie postaci, które odznaczały się w danej społeczności autorytetem, daje też możliwość ukazania, iż na dobrą pamięć u potomnych pracuje się przez całe życie dokonywanymi przez siebie wyborami.

Francuski historyk Pierre Nora, sytuuje wspomniane „miejsca pamięci” w dość szerokim znaczeniu i uważa, że tworzą je: „wydarzenia historyczne, osoby, instytucje, książki, dzieła sztuki i inne artefakty kultury, daty lub pojęcia historyczne”. Tak ujęte tłumaczenie tego pojęcia może stanowić też wielowymiarowe tło dla podejmowanych działań „pedagogiki miejsc pamięci”. Stanowić punkt odniesienia dla krystalizującego się zbiorowego spojrzenia w przeszłość i wykorzystywania jej dla nadawania pewnym jej aspektom nowego, dostosowanego do współczesności, znaczenia.

 

Pamięć o kapłanach z ziemi kaliskiej

 

W diecezji kaliskiej w ramach tak szeroko rozumianego terminu „miejsc pamięci”, powstała inicjatywa tworzenia szlaków pamięci, by przez działania edukacyjne przybliżać postacie księży – prześladowanych przez okupantów hitlerowskich – urodzonych, ale także pracujących na terenie dzisiejszej diecezji.

Według Martyrologium polskiego duchowieństwa rzymskokatolickiego pod okupacją hitlerowską w latach 1939- 1945 przed atakiem Niemiec hitlerowskich 1 września 1939 roku liczba księży pracujących w diecezjach leżących w granicach II Rzeczypospolitej wynosiła 10.017 osób. W tej liczbie mieści się 269 kapłanów, którzy zostali zatrzymani przez władze okupacyjne na terenach obejmujących ziemie dzisiejszej diecezji kaliskiej i poddawani byli różnego rodzaju represjom i szykanom. Jedni z nich ginęli w niejasnych i nie wyjaśnionych do dziś okolicznościach, inni rozstrzeliwani byli na terenie probostwa lub w publicznych egzekucjach. Wielu uwięzionych po pobycie w obozach przejściowych przewożonych było później do obozu w Sachsenhausen, Gusen i Auschwitz, by w końcu znaleźć się w KL Dachau.

 

Kapłańska Golgota w Dachau

 

        Obóz koncentracyjny w Dachau, począwszy od 1940 roku, stał się miejscem docelowym dla większości aresztowanych duchownych, tak z krajów podbitych przez III Rzeszę jak i z Niemiec i sprzymierzonych z nimi Włoch. Łącznie w tym miejscu kaźni przebywało przeszło 2.794 duchownych, w tym 1.773 księży, zakonników, diakonów i kleryków z Polski, spośród których tylko 818 doczekało chwili oswobodzenia w kwietniu 1945 roku.

Na początku wojny, już we wrześniu 1939 roku trafiła do KL Dachau siedmioosobowa grupa polskich księży. Następna przewieziona została tam w dniach 8-14 grudnia 1940 roku z obozów w Stutthofie i Sachsenhausen. W dwóch dalszych etapach, przewieziono dużą grupę kapłanów z obozu w Buchenwaldzie, w którym przebywali oni od wiosny 1940 roku. Księży z obozu w Auschwitz odesłano do Dachau w trzech transportach: 12 grudnia 1940 r., 4 maja 1941 r. i 5 czerwca 1942 roku. Z powodu chorób, wycieńczenia, poddawania eksperymentom pseudomedycznym, w transportach inwalidów i z powodu szykan, jakim poddawani byli między innymi za każdy przejaw modlitwy i okazywanie innym współwięźniom pomocy duchowej, zmarło tam 799 duchownych z Polski.

Ci, co przetrwali obozowe męki swoich zamordowanych współbraci wspominali następująco: „były takie chwile wzmagania ucisku, że z ich serc wyrywał się okrzyk: „Panie oddal od nas ten kielich goryczy”. Kiedy jednak poznali, ze inna jest wola Boża, pili czarę mąk do ostatniej kropli. Jedno mieli pragnienie, aby ich ciało oddane na mękę i ich krew, nie poszły na marne”. Czując zbliżającą się śmierć ofiarowywali swe życie Panu Bogu, tak jak uczynił to ks. Józef Kałuża z Biadek leżących w dzisiejszym dekanacie krotoszyńskim, który do innego kapłana mówił: „umieram z radością w sercu, bo spełniam ofiarę życia swego, które składam dla Boga, za jego Kościół i za moich ukochanych parafian biadkowskich”. Kapłan ten, tak jak i wielu spośród nich, pomimo że nie dostąpił urzędowej kanonizacji, przechodząc drogę wewnętrznego oczyszczenia, wchodząc w komunię z uwielbionym Chrystusem w niebie, stawał się świadkiem wiary, który oddawał życie za Zbawiciela i dla Jego sprawy.

 

Boże losy pełne miłości

 

        Przeszłość staje się dziedzictwem za pośrednictwem wartości. Historia Kościoła tworzona jest przede wszystkim przez ludzi zwykłych, którzy wypełniając w poczuciu obowiązku swoją codzienność, wierni swojemu sumieniu, wchodzą na drogę twórczego i duchowego rozwoju. Wprowadzanie człowieka w świat wartości wymaga świadków – autorytetów, jako wzorów do naśladowania. Żywa wiara księży prześladowanych w czasach III Rzeszy, a także w okresie komunizmu i ich postawy wobec panoszącego się zła, ukazują zarówno ideał wypełniania swoim życiem przykazania miłości, ale także są praktycznym obrazem wypełnienia zaproszenia Chrystusa w podejmowaniu krzyża i cierpienia. Jan Paweł II w dokumentach przygotowujących Jubileusz roku 2000 bardzo dobitnie podkreślał ich odwagę z jaką wzięli na siebie Krzyż Chrystusa.

Świadectwa tworzenia przez nich zrębów życia parafialnego po I wojnie Światowej, dostosowanego do powojennego podziału administracyjnego Kościoła w Niepodległej Polsce, budowa nowych świątyń i praca wśród parafian stawała się niejednokrotnie źródłem ich rosnącego autorytetu i pozostała do dziś w pamięci starszego pokolenia wiernych. Późniejsze losy wojenne ukazują różnorodne oblicze ich męczeństwa, w którym upodabniali się do Mistrza w swoim „darze z siebie”. Uczynił tak wspomniany już wcześniej ks. J. Kałuża, bo: „człowiek staje się naprawdę sobą poprzez wolny dar z samego siebie, dar ten jest możliwy dzięki podstawowej „zdolności transcendencji” osoby ludzkiej (…). Będąc osobą, może uczynić z siebie dar dla innej osoby, czy innych osób, a w końcu dla Boga, bo Bóg jest sprawcą jego istnienia i tylko On może w pełni ten dar przyjąć” (Centesimus annus nr 41).

Niektóre świadectwa męczeństwa księży obecnej diecezji kaliskiej są dobrze rozpoznane. Jednym z nich jest śmierć administratora parafii pw. św. Andrzeja Apostoła w Choczu – ks. Romana Pawłowskiego. Rozstrzelany on został za rzekome posiadanie broni. Stało się to w pierwszych tygodniach okupacji, 18 października 1939 r., przy zbiegu Placu św. Józefa i ul. Chodyńskiego, podczas publicznej egzekucji. Zachowały się jako „miejsce pamięci,” kadry fotograficzne zrobione przez hitlerowskiego fotografa, które znane nam są z dodatkowych odbitek wykonanych potajemnie w jednym z kaliskich zakładów fotograficznych. Na tym miejscu w 1959 r. umieszczono tablicę upamiętniającą rozstrzelanie ks. Romana Pawłowskiego, na której umieszczono słowa: „Aby posiew Jego krwi wydał stokrotny plon wiary i miłości do Ojczyzny w idących przez Polskę pokoleniach”. Tablica ta umieszczona na budynku w pobliżu Bazyliki Kaliskiej ze znajdującą się w jej podziemiach kaplicą „Męczeństwa i Wdzięczności” mogłaby stanowić początkowy etap szlaków edukacyjnych podtrzymujących pamięć o losach wojennych księży z terenów obecnej diecezji  kaliskiej

Wydaję się, że przy tworzeniu „miejsc/szlaków pamięci” wykorzystać można także przykład ks. Bolesłwa Stradowskiego, proboszcza parafii Czastary. O okolicznościach jego śmierci mówi zapis zawarty w kronice parafialnej: „w roku 1940, dnia 21 maja, zginął na posterunku kapłańskim ostatni przedwojenny proboszcz parafii Czastary, śp. ks. Bolesław Stradowski, zamordowany przez komendanta miejscowego posterunku Schutzpolizei Bednarskiego Frytza. Oto okoliczności śmierci śp. ks. B. Stradowskiego ustalone na podstawie zeznań świadków w 1945 roku. O godz. 6.00 rano czterech posterunkowych uzbrojonych w rewolwery i automaty wdarło się przez kuchnię do mieszkania proboszcza. Obstawiono wyjścia, staruszkę służącą zamknięto do komory i zagrożono kulą, gdyby usiłowała krzyczeć lub uciekać. O godz. 7.30 rozległ się na plebani strzał, a mieszkającym w sąsiedztwie zamarło serce. Wszyscy pomyśleli jedno – pewno Księdza Proboszcza zabito! Istotnie nie mylili się. Ksiądz Stardowski leżał w kałuży krwi, we własnym pokoju – oddając życie własne w obronie Praw Bożych i praw człowieka. Pamięć o śp. ks. B. Stradowskim, gorliwym kapłanie i nieustraszonym Polaku zostanie na zawsze niezatartą wśród miejscowej ludności, a Jego prochy będą pokoleniom głosić wartość cnoty miłości Boga i Ojczyzny!”.

Dla miejscowych parafian był autorytetem moralnym, stanowił dla nich oparcie i punkt odniesienia. Jego życie w prawdzie, wynikające z miłości do Boga i Ojczyzny było decydujące o pamięci o nim, a przekaz utrwalony w kronice parafialnej może stanowić początek „ścieżce pamięci” lokalnej społeczności upowszechnianej w całej diecezji.

Parafianie z podkaliskich Chełmc pamiętają swego proboszcza i wikariuszy z lat przedwojennych – ks. Michała Koźbiała, ks. Henryka Fiwka i ks. Józefa Wojtanowicza. W spisanej przed laty relacji o nich zanotowano, że: „dnia 5 października 1941 r. o godzinie 3 nad ranem, żołnierze niemieccy wkroczyli na teren plebani w Chełmcach. Schwytali ks. M. Koźbiała, ks. Fiwka oraz zakonnika z Kalisza (nazwisko nieznane). Ks. J. Wojtanowiczowi udało się ocalić życie dzięki temu, że ks. M. Koźbiał ukrył go na strychu plebani. Następnie schronienia udzieliła mu rodzina Zadków w Szałem. Pozostali księża nie mieli tyle szczęścia – zostali wywiezieni do więzienia w Kaliszu, potem do Konstantynowa pod Łodzią i ostatecznie trafili do obozu Dachau. Ksiądz Koźbiał mimo licznych prześladowań pozostał wierny powołaniu, a w chwili śmierci w komorze gazowej – 18 maja 1942 r. – trzymał w ręku różaniec, a także fotografię swojej ukochanej mamy”. Historia ta może być nie tylko „miejscem pamięci” o minionych zdarzeniach, ale może także stanowić próbę odczytywania tych wypadków w kontekście dzisiejszych relacji międzyludzkich.

Inny z kapłanów – ks. Zenon Wiewiórowski w czasie okupacji pełnił posługę w parafii pw. Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w miejscowości Dębe, jednej z nielicznych otwartych na terenie ziemi kaliskiej dla ludności polskiej. Nie został jak większość duchownych wywieziony do obozu koncentracyjnego, bowiem pracował fizycznie w stolarni i znał biegle język niemiecki. Po latach historię swego wuja „odkrył na nowo” Michał Szczepański uczeń Publicznego Gimnazjum w Błaszkach, który napisał: „Już wtedy można było poznać jego wielki talent rzeźbiarski. Nie mieszkał na plebani – ją bowiem zajmowali niemieccy oficerowie – tylko w położonym w sąsiedztwie niewielkim domku, w tzw. organistówce. Czas wojny był okresem bardzo niebezpiecznym. Musiał raz w tygodniu obowiązkowo meldować się w Kaliszu na ul. Jasnej – na Gestapo. Wiele ryzykował. Był jednak bardzo potrzebny. Potajemnie chrzcił dzieci z całego rejonu kaliskiego, co bezpośrednio powiązane było z zamykaniem przez okupanta okolicznych kościołów. Czasami udzielał tego sakramentu w Błaszkach, w domu swojej siostry Sabiny. Wpisów do ksiąg dokonywał w Dembem. W 1943 r. w księdze chrztów widniało ponad 2 tys. imion i nazwisk polskich dzieci, którym udzielił sakramentu chrztu świętego. Przeżył czas okupacji i po jej zakończeniu w 1945 r. został proboszczem w parafii pw. św. Michała Archanioła w Rajsku”. Wydaje się, że ten przykład człowieka, który – mimo niebezpieczeństw – służbą człowiekowi świadczył o Chrystusie, także może stać się naszym przewodnikiem w obecnym świecie, w którym często brakuje „zakorzenienia” w sferze wartości duchowych i moralnych.

Ostatnim z wielu duchownych, którzy świadczyli swym życiem o wierności Chrystusowemu powołaniu – przytoczonych w tym artykule jedynie dla przykładu – był też ks. Józef Kut. W chwili rozpoczęcia represji hitlerowskich jakie spadły na duchowieństwo polskie nie pracował na terenie obecnej diecezji kaliskiej. Był jednak związany z tą ziemią miejscem urodzenia, odkrywania powołania kapłańskiego i nauki. Na świat przyszedł we wsi Sławno należącej do parafii pw. św. Mikołaja w Gostyczynie (dek. ołobocki), a Gimnazjum oraz Liceum Ogólnokształcące im. ks. Jana Kampałły i Wojciecha Lipskiego ukończył w Ostrowie Wielkopolskim. Pracował w parafii Gościeszyn koło Wolsztyna. W czasie wojny na wieść o aresztowaniach księży powiedział: „jeśli mam cierpieć razem z Chrystusem, to będę cierpiał. Pójdę za Nim”. Dnia 6 października 1941 r. został aresztowany przez Gestapo. Z relacji parafian wiadomo, że błogosławił ich znakiem krzyża z samochodu. Dalsza jego droga prowadziła przez Fort VII w Poznaniu i więzienie w Berlinie do Dachau, gdzie trafił 30 października 1941 r., otrzymując numer obozowy 28074. W obozie od początku traktowany był z ogromnym okrucieństwem. Zmarł z wycieńczenia i głodu 18 września 1942 roku. W opinii współwięźniów ks. Józef Kut odszedł do Pana, jako świadek Chrystusa wierny powołaniu do końca, jako człowiek święty, który swe cierpienie ofiarował Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie. Beatyfikowany został w procesie 108 Męczenników II wojny światowej, 13 czerwca 1999 r. w Warszawie przez Jana Pawła II. O życiu i pracy ks. Kuta nie zapomniano. Jego imię nosi Szkoła Podstawowa w Gostyczynie. Także parafianie w Gościeszynie ufundowali pamiątkową tablicę poświęconą swemu byłemu proboszczowi. Pozostał na trwałe w pamięci zarówno rodaków w Sławnie i Gostyczynie, jak i w parafiach, w których pełnił posługę kapłańską.

 

Dziękczynienie i pielgrzymowanie

 

Nieżyjące już pokolenie księży, którzy przeszli przez obozy hitlerowskie, posiadało ukształtowaną w sobie cnotę męstwa, która uzdalniała ich do stawiania oporu złu i przezwyciężania napotykanych w „Golgocie obozowej” trudności i zagrożeń. W chwilach skrajnych, umocnieni Bożą łaską dążyli do męczeństwa i świętości.

Dla wielu z nich, także tych, którzy wrócili po wojnie z obozu koncentracyjnego do Polski, trud lat dachauowskich przybierał formę męczeństwa dnia codziennego. Swoje ówczesne cierpienie, głód i upokorzenie przyjmowali jako uzupełnienie męki Chrystusa i dawali tym świadectwo pełni wiary. Po powrocie do Ojczyzny wielu z nich przez swoją postawę stawali się często w niepewnych czasach lat powojennych autorytetami moralnymi. Jak wielkim cieszyli się szacunkiem pokazuje stosunek do nich kaliszan podczas ich pielgrzymek do Świętego Józefa z obrazu Świętej Rodziny Kaliskiej. Dziękując św. Józefowi za cud ocalenia z obozu w Dachau pozostawili nam współczesnym „swój testament” Jest nim Dzień Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego, którego ogólnopolskie obchody, decyzją Konferencji Episkopatu Polski, odbywają się w kaliskim Sanktuarium św. Józefa.

Wydaje się, że wszelkie podejmowane w obecnym czasie działania związane z pamięcią o nich są wypełnianiem ich przesłania o dziękczynieniu Bogu za wstawiennictwem św. .Józefa za cud wyzwolenia KL Dachau 29 kwietnia 1945 r., ale powinny one być także wsłuchiwaniem się w to, co chcieliby nam powiedzieć o obecnym świecie i o konieczności dostrzegania rzeczywistości nadprzyrodzonej w procesie doskonalenia człowieka.

Współczesne społeczeństwo uwikłane w różnorodne sprzeczności potrzebuje świadectwa ludzi, którzy swym życiem urzeczywistnili „miarę człowieczeństwa”. Przypominanie o ich wytrwałym stawianiu oporu złu i dążeniu, mimo niesprzyjających lagrowych okoliczności, do osiągania równowagi ducha, stanowić może wzór dla młodych ludzi, którzy mogą czerpać z ich postaw wzorce osobowe budujące ciągłość przeszłości z teraźniejszością.

 

Miejsca pamięci – Ścieżki pamięci

 

W wielu miejscach w diecezji kaliskiej pamięci kapłanów, którzy zginęli, ale także ocaleli z gehenny obozowej, poświęcono tablice pamiątkowe. Jednak są też i takie punkty na mapie, które nadal czekają na odtworzenie miejsc/szlaków pamięci i wybierania ich jako przewodników, by kolejne pokolenia mogły się spełniać w swoim człowieczeństwie. Stąd narodził się pomysł aktywizacji młodych ludzi do przypominania postaci kapłanów, byłych więźniów obozu w Dachau, związanych z parafiami w obecnej diecezji kaliskiej. Zostają oni zaproszeni do udziału w pogłębianiu pamięci o tych księżach, ale także do dziękczynienia za ich pełną ofiary i miłości kapłańską posługę Bogu, Polsce i nam.

W projekcie odnajdywania szeroko rozumianych „miejsc pamięci”, przygotowywanym pod patronatem Biskupa Kaliskiego – Edwarda Janiaka,” zaplanowane zostało ogłoszenie konkursu dla młodzieży ze szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych, mającego na celu utrwalenie w pamięci historii tamtego czasu, przygotowanie szlaków dla pieszych, rowerzystów i zmotoryzowanych z tablicami informacyjnymi na temat życia i posługi księży, byłych więźniów obozów koncentracyjnych, a także strony internetowej z systematycznie uzupełnianymi informacjami.

Wszelkie te inicjatywy podejmowane będą we współpracy z księżmi proboszczami, wikariuszami i braćmi zakonnymi z parafii, w których znajdowały się miejsca urodzin i posługi kapłańskiej „zapomnianych bohaterów”. Do ich realizacji włączą się również  różne instytucje, władze samorządowe oraz organizacje i stowarzyszenia kościelne i świeckie, których powinnością jest utrwalanie i przekazywanie pamięci o naszych przodkach następnym pokoleniom, by nawiązując do słów Jana Pawła II spełnić obowiązek wobec „Wielkich Świadków miłości Chrystusa”.